Już świętowali, a potem przyszła katastrofa! Projekt Warszawa za burtą

Wczoraj wieczorem Torwar był miejscem wielkiego sportowego wydarzenia. Projekt Warszawa walczył o awans do najlepszej czwórki Ligi Mistrzów, czyli do grona absolutnie topowych drużyn Europy. Mecz przeciwko Halkbankowi Ankara był nie tylko pokazem siatkarskich umiejętności na najwyższym poziomie, ale też emocjonalnym rollercoasterem zakończonym dramatycznym złotym setem.

I choć organizacyjnie był to spektakl pierwsza klasa – świetna oprawa, muzyka, spiker z charyzmą, naprawdę żywa atmosfera na trybunach – to jednak hala Torwaru nie wypełniła się nawet przy takim wydarzeniu. Sporo wolnych miejsc. A przecież mówimy o ćwierćfinale Ligi Mistrzów z udziałem polskiego zespołu!

Zdjęcie: torwar / źródło: PIK Warszawa (https://pik.warszawa.pl/miejsca/hala-torwar/)

Na mieście – cisza. Brak plakatów, brak hype’u. A przecież ten mecz zasługiwał na większy rozgłos. Warszawa mogła żyć siatkówką, tak jak potrafi żyć wielkimi piłkarskimi wydarzeniami. Gdzie była promocja, reklamy, większa mobilizacja? To nie tylko problem wypełnienia hali, ale i budowania sportowej tożsamości miasta. Bo widowisko – nawet dla osoby spoza środowiska – było świetne. Siatkówka na takim poziomie nie powinna grać przy pustych miejscach. Może czas na nową strategię?

Sportowo? Projekt naprawdę zrobił krok naprzód.

Drużyna pokazuje, że się rozwija. Trener Grbić zbudował zespół z charakterem i stylem. Wczoraj było blisko – bardzo blisko – wielkiego sukcesu. Warszawiacy wygrali 3:0, odrabiając straty z wyjazdowej porażki 1:3, i doprowadzili do złotego seta, choć… można mieć poczucie niedosytu. Gdy wydawało się, że są na fali, że „idą po swoje” – przyszło lekkie rozluźnienie. A wtedy, w tej jednej decydującej partii, Halkbank był bardziej skupiony, wypoczęty, zimny jak lód. Ich trener rozegrał to perfekcyjnie taktycznie. Turcy wykorzystali moment i to oni są w półfinale.

Ale – Projekt Warszawa w ósemce najlepszych drużyn Europy. To jest już historia. I to nie koniec. Bo z taką bazą, z takimi zawodnikami i zapleczem – ten projekt ma przyszłość.

Warto, żeby za tym sportowym poziomem nadążył marketing, komunikacja i… moda na siatkówkę w stolicy. Bo naprawdę jest na co patrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *