PIŁKA NOŻNASportowe aktualności

Przereklamowany Pelé. Trzy mistrzostwa świata, ale ile naprawdę znaczyły?

Jeżeli Lionel Messi wyjdzie dziś na boisko w finale mistrzostw świata przeciwko Hiszpanii, dołączy do Cafu i zostanie drugim piłkarzem w historii, który wystąpił w trzech finałach mundialu.

Cafu zagrał w decydujących spotkaniach turniejów z 1994, 1998 i 2002 roku. Messi wystąpił w finałach w 2014 i 2022 roku, a teraz – w wieku 39 lat – może dokonać tego po raz trzeci podczas mundialu rozgrywanego w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku.

I tu nasuwa się pozornie oczywiste pytanie: a gdzie w tym wszystkim jest Pelé?

Przecież to jedyny piłkarz, który został trzykrotnym mistrzem świata. Brazylijczyk zdobył złote medale w 1958, 1962 i 1970 roku. Skoro wygrał mundial trzy razy, dlaczego nie ma na koncie trzech rozegranych finałów?

Odpowiedź jest prosta. W 1962 roku Pelé wystąpił tylko w dwóch pierwszych meczach Brazylii. Doznał kontuzji w spotkaniu z Czechosłowacją i do końca turnieju nie wrócił już na boisko. Nie zagrał w ćwierćfinale, półfinale ani finale. Brazylia zdobyła mistrzostwo bez niego.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem z legendą Pelégo.

Mundial Garrinchy, nie Pelégo

Nie można powiedzieć, że Pelé w 1962 roku w ogóle nie zagrał. Wystąpił przeciwko Meksykowi i Czechosłowacji, po czym kontuzja wyeliminowała go z dalszej części turnieju. Można natomiast powiedzieć coś innego: nie miał realnego wpływu na najważniejszą fazę mistrzostw.

Brazylia musiała sobie bez niego poradzić. I poradziła sobie znakomicie.

Turniej przejął Garrincha. To on stał się centralną postacią drużyny, błyszczał w fazie pucharowej i prowadził Brazylię do drugiego z rzędu mistrzostwa świata. Mundial w Chile do dziś kojarzony jest przede wszystkim właśnie z nim. Pelé sam przyznawał później, że bez Garrinchy nie zostałby trzykrotnym mistrzem świata.

Oczywiście zdanie, że Garrincha „w pojedynkę” wygrał Brazylii mundial, jest publicystycznym skrótem. W tamtej reprezentacji grali również Didi, Vavá, Amarildo, Zagallo, Zito, Djalma Santos czy Nilton Santos. To jednak Garrincha po utracie Pelégo przejął odpowiedzialność, stał się liderem drużyny i symbolem całego zwycięstwa.

Dlatego medal Pelégo z 1962 roku powinien być traktowany inaczej niż mistrzowskie turnieje Maradony w 1986 roku, Beckenbauera w 1974 roku, Garrinchy w 1962 roku czy nawet Cannavaro w 2006 roku. Ci zawodnicy byli twarzami i filarami swoich zespołów w najważniejszych momentach turnieju. Pelé po dwóch spotkaniach mógł już tylko obserwować, jak jego koledzy kończą drogę po mistrzostwo bez niego.

Formalnie tytuł należy do niego. Sportowo był to jednak przede wszystkim tytuł Garrinchy.

Nie tylko Pelé. Kto naprawdę rządził w 1958 roku?

Obrońcy Pelégo natychmiast odpowiedzą: dobrze, ale przecież cztery lata wcześniej jako siedemnastolatek zachwycił cały świat.

I jest to prawda.

Pelé zdobył sześć bramek w czterech spotkaniach mundialu w 1958 roku. Strzelił jedynego gola w ćwierćfinale z Walią, zanotował hat-tricka w półfinale przeciwko Francji, a następnie dwukrotnie trafił w wygranym 5:2 finale ze Szwecją. Był to jeden z najbardziej niezwykłych debiutów w historii mistrzostw świata.

Nie oznacza to jednak, że Pelé był bezdyskusyjnie najlepszym piłkarzem Brazylii podczas całych mistrzostw.

Didi jest powszechnie uznawany za najlepszego zawodnika mundialu – był dyrygentem środka pola, odpowiadającym za organizację gry i kontrolowanie jej tempa. Ogromną rolę odgrywał również Garrincha. Turniej w Szwecji należał więc nie tylko do młodego Pelégo, lecz także do dwóch już ukształtowanych gwiazd brazylijskiej reprezentacji.

Pelé był największą rewelacją fazy pucharowej. Nie był jednak samotnym geniuszem ciągnącym przeciętny zespół. Trafił do reprezentacji wypełnionej zawodnikami, którzy również przeszli do historii futbolu.

Dlatego mundial z 1958 roku nie był wyłącznie turniejem Pelégo. Był triumfem całej wielkiej generacji brazylijskiego futbolu.

Brazylia 1970. Czy naprawdę potrzebowała Pelégo?

Trzeci tytuł Pelé zdobył w 1970 roku. I tutaj uczciwość wymaga przedstawienia najmocniejszego kontrargumentu wobec tezy o jego przereklamowaniu.

Brazylijczyk rozegrał kapitalny turniej. Zdobył cztery bramki i zaliczył sześć asyst, uczestnicząc bezpośrednio w ponad połowie z 19 goli Brazylii. Był to jeden z najbardziej imponujących występów ofensywnych w historii pojedynczego mundialu.

Nie da się więc poważnie napisać, że Pelé był w 1970 roku niepotrzebny. Był niezwykle ważny.

Można jednak zapytać, czy Brazylia nie zdobyłaby mistrzostwa również bez niego.

W tamtej drużynie występowali Jairzinho, który strzelał gole w każdym meczu turnieju, a także Gérson, Tostão, Rivellino, Clodoaldo i Carlos Alberto. Selekcjoner Mário Zagallo dysponował zespołem pełnym zawodników, którzy w swoich klubach byli przyzwyczajeni do pełnienia centralnych ról w ofensywie. Do dziś reprezentacja Brazylii z 1970 roku jest powszechnie wymieniana wśród najlepszych drużyn w historii futbolu.

Czy bez Pelégo wygrałaby „spokojnie”? Tego nie da się udowodnić. Historia alternatywna nie posiada tabeli wyników.

Można jednak zaryzykować opinię, że nadal należałaby do największych faworytów turnieju. Pelé nie dźwigał słabej reprezentacji. Był największą gwiazdą prawdopodobnie najbardziej utalentowanej drużyny narodowej, jaką kiedykolwiek zebrano.

1279 goli Pelégo. Skąd wzięła się ta liczba?

Osobnym elementem budowania mitu Pelégo pozostaje jego niezwykły licznik bramek.

Przez lata powtarzano, że Brazylijczyk zdobył ponad 1200 goli. Księga rekordów Guinnessa przypisuje mu 1279 trafień w 1363 spotkaniach. Problem polega na tym, że liczba ta obejmuje nie tylko oficjalne mecze ligowe, pucharowe i reprezentacyjne, lecz także setki spotkań towarzyskich, pokazowych oraz występów rozgrywanych podczas międzynarodowych tournée Santosu.

Wokół tego dorobku powstała więc legenda o niemal niepoliczalnej liczbie bramek. Internetowy żart głosił, że część z nich Pelé zdobywał przeciwko drużynom złożonym z pracowników zakładów pracy albo reprezentacjom niewielkich miejscowości.

Oczywiście jest to żartobliwe i niesprawiedliwe uproszczenie. Santos podczas swoich tournée mierzył się również z renomowanymi klubami, a spotkania towarzyskie miały w tamtych czasach znacznie większe znaczenie niż obecnie. Nie można jednak wrzucać wszystkich takich trafień do jednego worka z golami Messiego czy Cristiano Ronaldo zdobywanymi w Lidze Mistrzów, czołowych ligach europejskich i oficjalnych meczach reprezentacji.

Według zestawienia RSSSF Pelé zdobył około 770 bramek w spotkaniach uznawanych za oficjalne mecze najwyższego poziomu. To nadal wynik absolutnie wybitny. Brzmi jednak nieco mniej kosmicznie niż 1279.

Legenda lubi wielkie i łatwe do zapamiętania liczby. Jeszcze bardziej lubi liczby powtarzane bez wyjaśnienia, co właściwie zostało do nich wliczone.

Wielki piłkarz, ale poza TOP 3 wszech czasów

Pelé był fenomenalnym zawodnikiem. Jednym z najwybitniejszych w historii. Kwestionowanie jego miejsca w szerokiej światowej czołówce byłoby absurdem.

Nie oznacza to jednak, że automatycznie musi zajmować miejsce na podium wszech czasów.

Jego trzy mistrzostwa świata wyglądają imponująco, dopóki nie rozłożymy ich na części. W 1958 roku był genialnym nastolatkiem występującym u boku Didiego i Garrinchy. W 1962 roku z powodu kontuzji zakończył udział w turnieju już po dwóch spotkaniach, a reprezentację do tytułu poprowadził Garrincha, wspierany przez pozostałych kolegów z drużyny. W 1970 roku sam rozegrał znakomity mundial, lecz był częścią prawdopodobnie najlepszej drużyny narodowej w historii futbolu.

W jego reprezentacyjnej karierze trudno znaleźć turniej odpowiadający temu, czego dokonał Maradona w 1986 roku – mundial, podczas którego jeden zawodnik tak wyraźnie zdominował całe rozgrywki i poprowadził do mistrzostwa zespół o wyraźnie mniejszym potencjale personalnym.

Dlatego stawianie Pelégo w jednym, nienaruszalnym szeregu z Messim, Cristiano Ronaldo i Maradoną jest nieporozumieniem.

Moje pierwsze trzy miejsca zajmują właśnie Messi, Cristiano Ronaldo i Maradona — niezależnie od kolejności, którą można zmieniać w zależności od przyjętych kryteriów. Cristiano Ronaldo nie rozegrał mundialu porównywalnego z najlepszymi turniejami Pelégo, ale przez większość kariery reprezentacyjnej nie dysponował zespołem o potencjale zbliżonym do wielkich drużyn Brazylii. Mimo to przez dwie dekady pozostawał centralną postacią Portugalii i był jednym z najważniejszych autorów największych sukcesów w historii tej reprezentacji.

Za nimi znajduje się szerokie grono gigantów: Pelé, Garrincha, Franz Beckenbauer, Johan Cruyff, Alfredo Di Stéfano, Ferenc Puskás, Michel Platini, Marco van Basten, Zinedine Zidane czy Ronaldo Nazário.

To nadal piłkarski Olimp. Tyle że nie jego najwyższy stopień.

Nie każde mistrzostwo znaczy to samo

Nadchodzący finał Argentyny z Hiszpanią ponownie pokaże, jak zawodna bywa ocena piłkarza wyłącznie przez liczbę zdobytych trofeów.

Messi ma wystąpić w trzecim finale mundialu. W 2014 roku przegrał z Niemcami. W 2022 roku był najważniejszą postacią reprezentacji, która sięgnęła po mistrzostwo świata. Teraz, mając 39 lat, ponownie znalazł się o jeden mecz od zdobycia pucharu.

Droga Argentyny do finału nie była wolna od kontrowersji, a część decyzji sędziowskich wywoływała ostre dyskusje. W internecie pojawiły się nawet teorie, według których FIFA miałaby sprzyjać Argentynie, aby umożliwić Messiemu zdobycie kolejnego mistrzostwa świata, a następnie Złotej Piłki.

Znacznie łatwiej obronić inną opinię: bez Messiego Argentyny prawdopodobnie już dawno nie byłoby w tym turnieju. Przed finałem zdobył osiem bramek i zaliczył cztery asysty, uczestnicząc bezpośrednio w 12 golach swojego zespołu. Osiągnięcie takich liczb w wieku 39 lat, podczas największego turnieju piłkarskiego na świecie, jest wynikiem fenomenalnym.

Cafu rozegrał trzy kolejne finały. Pelé ma trzy złote medale, ale na boisku pojawił się tylko w dwóch finałach. To wystarczy, żeby pokazać, że same liczby potrafią tworzyć fałszywy obraz.

Pelé nie był oszustem, przeciętnym zawodnikiem ani wyłącznie produktem marketingowym. Był jednym z największych talentów swojej epoki.

Był jednak również beneficjentem być może najlepszej generacji w historii brazylijskiego futbolu, realiów zupełnie innej epoki oraz legendy, która przez kolejne dekady często przesłaniała dokładniejszą analizę jego rzeczywistych dokonań.

Król futbolu?

Jeden z królów — na pewno.

Największy piłkarz w historii?

Nie. I nawet trzy złote medale tego nie zmienią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *